O mnie… i nie tylko

20210703_084242.jpg

Urodziłem się bo…nie miałem innego wyjścia. Dawno temu, gdzieś zasłyszałem ten żartobliwy „wstęp” do życiorysu. Lubię go czasami przytaczać, ponieważ jest nie tylko zabawny, ale niesie też ze sobą pewne przesłanie. A mianowicie – czy człowiek rodzi się przez przypadek? Czy jego narodziny są wynikiem splotu chaotycznych i nieuporządkowanych zrządzeń losu? Naturalnie, każdy z nas ma prawo mieć na ten temat własne zdanie i swój punkt widzenia. Według mnie – NIC i NIKT na świecie, nie jest dziełem przypadku. Entropia nie jest ojcem ludzkości i kosmosu. Chociaż to właśnie z niej Bóg ukształtował naszą Ziemię, czyniąc ją czymś szczególnym. Powołał do istnienia Błękitną Planetę, która wyraźnie odróżnia się od innych znanych nam ciał niebieskich(Rdz 1,1.2).

Może ktoś zastanawia się, po co w ogóle prezentuję swoją skromną osobę, skoro nie prowadzę bloga, nie jestem celebrytą, ani nawet nie posiadam konta na facebooku. Na swoją „obronę” powiem tak. Na świecie jest ponad 7 mld ludzi. Każdy jest inny. Nie ma dwóch takich samych istot ludzkich. A zatem każdy z nas jest wyjątkowy. Także ja i Ty. Moje i Twoje pojawienie się na tym świecie, nie było przypadkiem. Bóg ma plan. I to dobry plan życia dla każdego człowieka. Najlepszy z możliwych.

Ci  którzy mnie znają, doskonale wiedzą, że raczej nie jestem ekstrawertykiem i daleko mi do wszelkich form ekshibicjonizmu społecznego. Mimo to, od pewnego czasu w moim „wnętrzu” zaczęła kiełkować myśl o potrzebie dzielenia się z ludźmi zagadnieniami, które w moim przekonaniu mają niesłychanie istotne znaczenie. Ten proces wciąż we mnie trwa i mam nadzieję, że tak już pozostanie. Moje przemyślenia ująłem w formie kilku krókich esejów, w których przedstawiłem mój punkt widzenia, opierając się na własnych doświadczeniach oraz bogatej literaturze teologicznej.

Czas pandemii, w jakiej obecnie przyszło nam żyć, zmusił wielu z nas do refleksji nad ulotnością życia. Dziś jesteśmy, jutro może nas już nie być. Zaczęliśmy z większą uwagą zastanawiać się nad tym, co tak naprawdę jest ważne. Czy może dotychczas o czymś zapomnieliśmy, coś lub kogoś zaniedbaliśmy? Lęk, który kiedyś pojawiał się rzadko, nagle zaczął gościć w naszych domach coraz częściej. Nasze plany na przyszłość zaczęły być jakieś niewyraźne i niepewne. Spory, różnice zdań, chęć posiadania więcej i imponowania innym, bycie najlepszym, najmądrzejszym, lepiej wykształconym,  gdzieś to wszystko przygasło, i stało się mniej istotne, żeby nie powiedzieć, kompletnie bez znaczenia. Również moje postrzeganie życia i świata, nabrało nowych wartości i określonego kierunku. I dotyczy to zarówno życia obecnego, jak i przyszłego. Na przeszłość nie mamy wpływu, to co przed nami, jest dla nas obce i nieznane. Natomiast prawdziwie realne jest tylko to, co dzieje się w tej chwili. Ktoś kiedyś powiedział mądre słowa. Są trzy pułapki które kradną radość życia – żal za przeszłość, lęk o przyszłość i brak wdzięczności za teraźniejszość. Ponieważ są to bardzo ważkie tematy dotykające każdego, dlatego postanowiłem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Czas pandemii zdecydowanie zmienił sposoby komunikowania się między ludźmi. Jeszcze nie tak dawno, dużo mówiło się o złym wpływie internetu na ludzkość. Jednak teraz okazuje się, że może on jednak uczynić też wiele dobrego. Ewangelia, czyli Dobra Nowina, może o wiele łatwiej i szybciej docierać do najdalszych zakątków świata. Być może, nie będzie to jednorazowa notka, którą tu prezentuję, ale przerodzi się ona w szerszą  wymianę pozytywnych myśli. Zobaczymy.

Każdy ma swoją historię. Każda z nich jest niepowtarzalna i szczególna. Uważam, że to gdzie się ktoś urodził, gdzie mieszka, jak się ubiera, jakie ma wykształcenie, w jakim zawodzie pracuje – nie mówi wiele o człowieku. Już więcej można wywnioskować z tego, jakie ma hobby i czym się interesuje poza pracą. Najważniejsze jest to, kim jest naprawdę, co nosi w sercu i czy ma coś ważnego do przekazania, co mogłoby pomóc drugiemu człowiekowi.

Ale żeby dopełnić formalności, podam tych kilka suchych informacji. Pochodzę z Warszawy, mieszkam na Mokotowie. Ukończyłem studia medyczne na Wydziale Lekarskim oraz studia teologiczne na kierunku biblistyki. Mam wyjątkową żonę Emilię i wspaniałego syna Łukasza. Poza Biblią, interesuję się fotografią, muzyką i tajemnicami kosmosu, chociaż nad tą ostatnią dziedziną, dopiero zacząłem się pochylać. To bezkres cudowności, którego nie da się ogarnąć.

Może niektórych to zdziwi, ale to nie medycyna jest moją pasją. Mam do niej nieco specyficzne podejście. Traktuję ją jako… zło konieczne. No bo, cóż może być ekscytującego w chorobach, bólu, cierpieniu, nieszczęściu ludzi i jeszcze czerpaniu z tego finansowych korzyści. Im więcej ludzi jest chorych, tym więcej zarabiam. Idąc tym tropem, lekarzowi powinno zależeć na pomnażaniu niedomagań zdrowotnych społeczeństwa. Prawda, że to jakiś paradoks? Ależ dziwny jest ten świat… No, ale tak to już funkcjonuje od stuleci i raczej się nie zmieni. Owszem, wykonuję ten zawód (wielu pacjentów twierdzi, że nawet dobrze mi to wychodzi 😊), bo jest potrzebny, ale nie jest on moją miłością. Moją prawdziwą pasją jest Biblia. A konkretnie jej główny Bohater – Jezus. Nie ma pod słońcem nic ważniejszego od Niego. To, czego On dokonał dla mnie (i dla Ciebie także) i jaką przyszłość mi obiecał, przekracza wszelkie ludzkie wyobrażenie. Dlatego często powtarzam, że medycyna nie ma przyszłości. Absolutnie żadnej! Jedno jest pewne – zawód lekarza (mam nadzieję, że już niedługo) zniknie na wieki i nikt nawet o nim nie wspomni. Skąd u mnie tak radykalne przekonanie? To proste. Jezus, któremu bezgranicznie ufam, zapewnił mnie o tym. Powiedział i to wielokrotnie, że nie będzie już nigdy łez, cierpienia, smutku, śmierci, chorób i mozołu. To wszystko skończy się raz na zawsze (Ap 21, 4). I właśnie dlatego, z niezachwianą pewnością twierdzę, że medycyna nie ma przyszłości. Naturalnie mam tego świadomość, że do tego czasu, musimy sobie jakoś radzić 😊. O tej fantastycznej przyszłości możesz przeczytać, choćby w księdze Objawienia Św. Jana, czyli tzw. Apokalipsie. Swoją drogą, nie wiedzieć czemu, ale wiele osób utożsamia słowo Apokalipsa z czymś przerażającym i destrukcyjnym. Z męczarnią, śmiercią i końcem świata. Nic bardziej mylnego. Apokalipsa, to historia o życiu, a nie o śmierci. I to o życiu wiecznym. Skąd to wiem? „A takie to jest świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot, kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. To napisałem wam (…) abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny”(1 List Jana 5,11-13). To obietnica Boga wypowiedziana słowami apostoła Jana, w pierwszym jego liście. Tak naprawdę, jest to kwintesencja całej teologii, o której zapewne myślisz, że jest taka odległa, oderwana od rzeczywistości i zbyt skomplikowana dla Ciebie. Niezrozumienie tego fundamentalnego zagadnienia przez znaczną część społeczeństwa, to chyba jedna z największych pomyłek ludzkości. Bo Apokalipsa, to nic innego jak spotkanie z Bogiem. To czas, w którym nareszcie ujrzymy Jezusa, ale nie jako małe Dzieciątko leżące w żłóbku, do którego widoku już przywykliśmy w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Ale przychodzącego Syna Bożego w wielkiej Chwale, w otoczeniu niezliczonych zastępów anielskich. Po co przyjdzie? Po to, aby zabrać nas z tej skażonej, rozpadającej się, chorej planety. Dokąd nas zabierze? – do Ojczyzny, którą przygotował nam w swoim Królestwie Niebieskim. To będzie najwspanialsza chwila naszego życia, a nie najgorsza. Mógłbym o tym pisać i pisać bez końca, bo jak już wcześniej wspomniałem, jest to temat który wypełnia całe moje serce i umysł. Jeżeli jesteś tym również zainteresowany, odsyłam do zakładki „Teologia dla każdego”, oraz do mojej niewielkiej książki, którą napisałem w 2019 roku, zatytułowanej „Eschatologia biblijna – cel i źródło wiary chrześcijańskiej”. Możesz ją nabyć w księgarni internetowej pod adresem: sklep.fzz.pl. Bynajmniej, nie jest ona jakimś wiekopomnym dziełem, ale możesz ją potraktować jako starter do głębszego studium Biblii. Znajdziesz w niej podstawowe informacje o tym, skąd pochodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Mówi o tym, że największą potrzebą człowieka jest poznanie Boga. Teraz, a nie na emeryturze, bo być może nie zdążysz jej doczekać. Wracając jednak do zasadniczej kwestii, czyli „O mnie”, chciałbym wyraźnie podkreślić, że moja „wizytówka” w internecie ma tylko jeden cel. Na pewno nie jest nim prowadzenie dysput teologicznych, przekonywanie nikogo do swoich racji, poglądów i interpretacji, ani eksponowania lub krytykowania jakiegokolwiek kościoła. Moim celem, jest wyłącznie skierowanie Twojej uwagi na Chrystusa. To wszystko. Dalej On się Tobą zaopiekuje i pokieruje dalszym życiem. Zresztą On to już robi od początku Twoich narodzin, chociaż może nie jesteś tego nawet świadomy. Moim zadaniem, jakie sobie założyłem, jest tylko podprowadzenie cię do Źródła, ale nie mogę ani ja, ani nikt inny (nawet ksiądz) pić za ciebie z tego Źródła. Ktoś powiedział, że najskuteczniejsze głoszenie Ewangelii polega na tym, gdy jeden żebrak powie drugiemu żebrakowi, gdzie jest chleb. A w tym przypadku to nie jest zwykły chleb, ale Chleb Żywota. Po prostu wyciągnij po Niego rękę, a zobaczysz co będzie się działo. Jak to zrobić? Zacznij od najprostszej rzeczy – zacznij czytać Biblię. Nie czekaj, aż ksiądz podczas nabożeństwa odczyta wybrany przez siebie jej fragment, zinterpretuje go, a Ty przełkniesz to bez cienia refleksji. Czytaj sam w domu, prosząc Boga o zrozumienie. Możesz być pewny, że ci nie odmówi. Wejdziesz wtedy z Nim, w bezpośrednią relację, która rozpocznie wzajemną przyjaźń. Pismo Święte nie jest zwykłą książką. To Słowo Boga. Dlatego ono jest żywe. Ma ogromną MOC. Tak wielką, że swoim Słowem Stwórca powołał świat do istnienia (Psalm 33,6). Każdego dnia Jego Słowo będzie cię prowadziło i pomagało. Będziesz wzrastał duchowo. Przekonaj się o tym. Z całego serca polecam.