Dobra Nowina

Drogi Czytelniku! To, o czym za chwilę przeczytasz, jest szczególnie ważne. Dotyczy bowiem samej istoty chrześcijaństwa. Mówi o tym, co Jezus przekazał ludzkości (w szerokim tego słowa znaczeniu) przychodząc na Ziemię dwa tysiące lat temu. Polecił także, co powinniśmy z tym przesłaniem zrobić:

 

„I rzekł im [Jezus]: Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu”.    

                                                                                                  (Ewangelia wg Marka 16,15)

 

Dobra Nowina, to  chyba najkrótsza definicja Ewangelii. Źródłosłów słowa Ewangelia, wywodzi się z greckiego – euangelion co oznacza dobrą nowinę, dobrą wiadomość [gr] eu – dobre, oraz angello – oznajmiam, zwiastuję.  Słowo to, jest tak charakterystyczne i specyficzne, że stanowi niejako logo chrześcijaństwa.                                                         

Zanim jednak do tego doszło, w klasycznym języku greckim, miało ono nieco inne znaczenie. Pierwotnie oznaczało nagrodę dawaną posłańcowi za przyniesienie dobrych wieści. Potem określało ofiary składane bogom za otrzymanie dobrych wieści. Aż w końcu, w potocznym języku greckim (koine), nabrało znaczenia samych „dobrych wiadomości”.

W Biblii, już w Septuagincie (czyli w najstarszym przekładzie Starego Testamentu z języka hebrajskiego i aramejskiego na grekę III-II wiek p.n.e.) spotykamy słowo euangelion w znaczeniu „dobrych wieści o zwycięstwie” (1 Księga Samuelowa 31,9), czy o narodzinach dziecka (Jeremiasz 20,15), w Psalmach, dla ogłoszenia zbawiającej mocy Boga (Psalm 40,10 ; Psalm 96,2), u proroka Izajasza znajdujemy to słowo przy opisie „radosnych wieści”, jakie przynosi sługa Pana, swojemu ludowi (Izajasz 40,9 ; 52,7).

Ale dopiero w Nowym Testamencie, słowo euangelion, nabrało niesłychanie istotnego znaczenia. Można powiedzieć, że jest ono streszczeniem całego chrześcijaństwa (Ew. Marka 1,1 ; 1 List do Koryntian 15,1), a  ktoś zadał sobie trud i policzył, iż termin – euangelion, występuje aż 72 razy, z czego 54 przypada na Listy Apostoła Pawła. To właśnie ten wielki Apostoł pogan, postawił sobie za najważniejszy cel w swoim życiu, aby opowiedzieć i przyprowadzić ludzi do Jezusa.

Często, niektórzy błędnie wyobrażają sobie Boga Ojca, jako gniewnego i srogiego, a Jezusa jako uprzejmego i litościwego. Co więcej, uważają że to Jezus zmienił stosunek Boga Ojca do ludzi. Jest to z gruntu niewłaściwe myślenie, gdyż to właśnie Ojciec, tak bardzo umiłował człowieka, że posłał swojego Syna, aby nas zbawić. Dobra Nowina głosi ratunek od Boga.    

W Ewangelii Marka, w pierwszym jej wierszu czytamy: „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”. Jest to Dobra Nowina Jezusa o dwojakim znaczeniu. Jezus przyniósł ją ludziom. Bez Niego, nigdy byśmy jej nie poznali. Ponadto Jezus jest jej ucieleśnieniem. Swoim życiem pokazał, jaki jest Ojciec. Objawił Go nam.

Czasami Apostoł Paweł używa wyrażenia „moja” Ewangelia (2 Kor 4,3 ; 1 Tes 1,5 ; 2 Tes 2,14). Mówi tym samym, że jeśli człowiek chce, aby Dobra Nowina należała do niego, musi ją sobie przyswoić w takim stopniu, aby przeniknęła do jego umysłu i serca. Dopiero wówczas, może stać się całkowicie i niepodzielnie „jego” Ewangelią. Nie jest ona ludzkim odkryciem, lecz Bożym objawieniem (Gal 1,11-12) Została przekazana dla wszystkich ludzi, bez wyjątku (Mk 13,10 ; 16,15 ; Dz.Ap. 15,7).

Zanim jednak zagłębimy się w jej treści, chciałbym jeszcze poświęcić nieco uwagi ewangeliom, jako księgom biblijnym. Ten podrozdział przeznaczam dla osób szczególnie zainteresowanych. Być może, nigdy nie miałeś jeszcze okazji, zastanowić się nad tym, dlaczego w Biblii są cztery Ewangelie, a nie jedna. Zadajesz sobie pytanie, czym się różnią, czy któraś z nich jest najlepsza, najciekawsza, a może najważniejsza? Kto je spisał i kiedy? Jeżeli Twoja ciekawość nie sięga, aż tak głęboko, spokojnie możesz go pominąć i przejść do drugiej części (Przesłanie Dobrej Nowiny).

O Ewangeliach słów kilka.

Z własnego życia wiemy, że kiedy chcemy, na przykład, dowiedzieć się czy film, który właśnie wszedł na ekrany kin, jest wart obejrzenia, zazwyczaj czytamy o nim opinie w internecie, pytamy znajomych, którzy już go widzieli, lub czytamy recenzje krytyków filmowych. Nierzadko zdarza się, iż opinie są tak różne, jakby każdy z nich oglądał inny film. Innymi słowy, patrząc na ten sam obiekt, człowiek może go widzieć i oceniać inaczej. Naturalnie, ma na to wpływ wiele czynników, ponieważ jesteśmy różni. Mamy inną wrażliwość, osobowość, wykształcenie, czy bagaż doświadczeń życiowych. A kiedy postanowimy swoje przemyślenia przelać na papier, w grę wchodzi też warsztat pisarski, czy zasób słownictwa, jakim posługujemy się na co dzień. Trochę podobnie było ze spisaniem Ewangelii. Oczywiście, w tym przypadku, dodatkowo musimy pamiętać, że każda księga Biblijna, była pisana pod „kierownictwem” Ducha Świętego. Pisali je ludzie, ale pod szczególnym Bożym „nadzorem”.           

Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości (2 Tym 3,16).

Dlatego, kiedy bierzemy do ręki Biblię, musimy sobie uświadomić, że wchodzimy w lekturę wyjątkową i niepowtarzalną. To nie jest czytanie zwykłej książki, czy czasopisma. To jest otwieranie SŁOWA, które zawsze jest wydarzeniem osobowego spotkania z Bogiem. Tylko Duch Święty może otworzyć nas na Słowo i poprowadzić do jego głębi.                                                                                                         A zatem, wracając do czterech Ewangelii, ich treści, stylu i formy, należy wiedzieć, iż tak jak wszystkie księgi Biblii, tak samo i one zawierają w sobie czynnik ludzki i Boski. Ponieważ Marek, Mateusz, Łukasz i Jan różnili się między sobą pod wieloma względami, toteż każdy napisał ją „po swojemu”, ale zgodnie z natchnieniem Bożym. Dlatego dopiero, gdy zapoznamy się ze wszystkimi czterema opisami, będziemy mieli wyraźniejszy obraz charakteru i osobowości Jezusa, a tym samym pełniejszy przekaz jego misji.

Mateusz pisał głównie do Żydów, dlatego wyszczególnił genealogię Jezusa, oraz wypełnienie się proroctw Starego Testamentu, podkreślając, że jest długo oczekiwanym Mesjaszem, w którego powinni byli uwierzyć. Kładzie duży nacisk na to, iż Jezus jest obiecanym Królem „z rodu Dawida”. Ewangelia pod względem literackim, jest ciekawie zredagowana, składa się z pięciu tzw. „wielkich mów” Jezusa, poprzedzonych opisem dzieciństwa i rodowodu, a zamyka ją opis męki i zmartwychwstania. Wspólnym tematem tych pięciu mów jest Królestwo Niebieskie.

Marek pisał głównie do pogan, zwłaszcza do Rzymian. Ewangelia według Marka, chociaż w Biblii występuje jako druga, jest pierwszą napisaną Ewangelią. Co do tego faktu, zgodni są niemal wszyscy bibliści. Zazwyczaj datowana jest ona na rok 64 n.e., ale są również opinie, że ten przedział czasowy należy poszerzyć na lata 64-70 n.e. Napisana jest językiem bardzo prostym i ubogim literacko (oczywiście jest to tylko widoczne w oryginalnym języku greckim – koine). Ewangelia ta ma charakter narracyjny, faktograficzny, jest jakby reportażem. To wszystko nie umniejsza roli jaką ona odgrywa. Jedną z zasług Marka, jako pisarza, jest stworzenie gatunku literackiego, zwanego od tamtego czasu, właśnie „ewangelią”. Tylko Marek nadał swemu dziełu tytuł: „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie Synu Bożym”.

Trzecia Ewangelia, według Łukasza, jest z kolei najdłuższą i najdokładniej opracowaną Ewangelią, zarówno pod względem chronologii, jak i formy. Wiemy, że Łukasz z pochodzenia nie był Żydem, tylko Grekiem, a zawodu lekarzem. Był, jak na tamte czasy, wszechstronnie wykształcony, znał dzieła wielu pisarzy starożytnej Grecji, interesował się historią, dlatego też talent i kunszt pisarski Łukasza, wyraźnie rzuca się w oczy, naturalnie w oryginalnym języku. Jest on też autorem księgi Dziejów Apostolskich. Dokładna analiza tej Ewangelii, potwierdza pogląd, iż Łukasz był uczniem i towarzyszem Apostoła Pawła. Głównym jej adresatem byli Grecy nawróceni z pogaństwa.

Czwarta Ewangelia według Jana, zdecydowanie różni się od trzech poprzednich nazywanych synoptycznymi – ze względu na ich podobieństwo, zarówno pod względem treści jak i formy opisu, co czyniło je spójnymi z ogólnym poglądem, chociaż wykazują również istotne różnice, o których wcześniej wspominałem. Jest to ostatnia napisana Ewangelia (około 95-100 r. n.e). Często nazywana jest ona teologiczną. Aspekt historyczny, nie był tutaj na pierwszym miejscu, ale też nie był pominięty. Akcentowany po dziś dzień, duchowy, teologiczny charakter tej księgi, nie neguje jej wartości historycznej. Jak napisał ks. Prof. Tadeusz Jelonek: „Czwarta Ewangelia jest dziełem, w którym teologia opiera się na historii, a historia służy teologii”.

A zatem, każda z Ewangelii przedstawia historię zbawienia i Jezusa, z nieco innej perspektywy teologicznej i w innym świetle. Można powiedzieć, że dopiero po obejrzeniu z „czterech stron”, możemy dostrzec Chrystusa wielowymiarowo, przestrzennie, jakby w „4D”. Każdy z ewangelistów, na swój charakterystyczny sposób opisuje dokonania Jezusa, zwracając uwagę na inny aspekt. Obecnie my, jako współcześni uczniowie Jezusa, możemy i powinniśmy czerpać garściami nauki, jakie zawarte są w Ewangeliach i całym Piśmie Świętym.

 

Często mówi się, że Ewangelia Marka jest wskazana dla początkujących, jako wstęp do głębszych rozważań. Ewangelia Mateusza uczy zgłębiania Słowa, jest swoistą katechezą, prowadzącą nas do Jezusa nauczającego, który wzmacnia fundamenty naszej wiary. Ewangelia Łukasza, jako najobszerniejsza i najbardziej rozbudowana, zwłaszcza pod względem chronologii i historii, zdecydowanie poszerza naszą wiedzę. Podkreśla, jak znaleźć Jezusa, a tym samym zbawienie w naszej historii życia, patrząc na losy innych bohaterów biblijnych. Ewangelia Jana, która wyraźnie różni od pozostałych, uważana jest za księgę dla „zaawansowanych teologicznie”, z czym nie do końca się zgadzam. Owszem, zawiera ona sporo teologicznych rozważań, ale dla mnie Ewangelia Jana jest podstawą, wręcz abecadłem chrześcijanina. Uczy nas tego, co jest najważniejsze w życiu – czyli całkowitym poleganiu na Jezusie i trwaniu w nim każdego dnia.

Warto w tym miejscu przedstawić ciekawe i pouczające ujęcie tego tematu, jakie proponują Salwatorianie. Bazują oni na Ewangeliach, widzianych jako cztery etapy formowania się wiary uczniów Jezusa, a tym samym, każdego chrześcijanina. Fazy dojrzewania w wierze, tak naprawdę trwają przez całe życie, wciąż pogłębiając się. Ksiądz Krzysztof Wons, w wielu napisanych przez siebie książkach, w bardzo trafny i ciekawy sposób opisuje ten proces.

Marek – pisze ksiądz – przekazał  nam Ewangelię z myślą o początkujących, którym jeszcze brak pewności, i śmiałego wejścia na drogę wiary. Stoją przed decyzją wyboru, są na etapie podejmowania decyzji o wspólnym życiu z Jezusem i stawiania z Nim, swoich pierwszych kroków. Jezus, posługując się Ewangelią Marka, niejako zwraca się do swoich uczniów (do nas – chrześcijan): „Baczcie na to, czego słuchacie! (Mk 4,24). Zwróćcie uwagę, jak ważne jest to, czego słuchacie, zwróćcie się do mnie i zaufajcie mi”. Chodzi o uwagę serca, uwrażliwienie nas na wartość Słowa Bożego, bo Słowo jest przyjmowane i zgłębiane w sercu, ale w nim też może być zaprzepaszczona jego wartość.

Kiedy już „świeżo upieczony” chrześcijanin, jest na właściwej drodze, zdecydował się nią kroczyć i ma świadomość, że są to bardzo ważne sprawy, wchodzi w Ewangelię Mateusza.  W niej Apostoł pokazuje nam Jezusa, który kończąc nauczanie głównie za pomocą przypowieści, pyta: „Zrozumieliście to wszystko?” (Mt 13,51). Chodzi tu o swoistą inteligencję słuchania, bo można słuchać Słowa i go nie rozumieć, można patrzeć, a nie zobaczyć (Mt 13,14-15). Jak już wcześniej pisałem, w Ewangelii Mateusza jesteśmy prowadzeni do Jezusa nauczającego.

U Łukasza, Jezus uwrażliwia nas na jakość słuchania. „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łuk. 8,18). Uczy nas, że Jezus zbawia na drodze słabości. Jest Zbawcą tu i teraz, dzisiaj.

Ostatnia Ewangelia napisana przez Apostoła Jana, jest niejako zwieńczeniem formowania i drogi jaką przechodzi każdy prawdziwy uczeń. Jak już wcześniej wspominałem, uchodzi ona za Ewangelię dla zainteresowanych i wtajemniczonych, ale to nie jest prawdą. Z jednej strony, Jan już od samego jej wstępu, w sposób wydawałoby się dość tajemniczy, przekonuje słuchaczy do tego, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym i Zbawicielem, który istnieje od wieczności. Z drugiej jednak strony, zaraz to wyjaśnia i tłumaczy na język praktyczny. Jan, w zdecydowany sposób nawołuje, aby każdy uczeń Chrystusa, wszedł z Nim w zażyłą, wewnętrzną więź. Bo tylko taka bliskość z Bogiem, umożliwi nam przejście przez życie zwycięsko. Doświadczy „wcielenia” się Jezusa w historię swojego życia.

„Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim , ten wydaje wiele owocu, bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (Jan 15,5).

Podsumowując zaproponowaną przez Salwatorianów ideę, można powiedzieć, że dojrzewanie człowieka poznającego Chrystusa, składa się z kilku etapów. Otwarcia się na miłość i dar zbawienia oraz zaufanie Jezusowi (Ew. Marka). Wewnętrznego poznawania Go i korzystania z Jego nauk (Ew. Mateusza). Rozmiłowania się w Nim (Ew. Łukasza). I w końcu dochodzimy do całkowitego zakochania się w Jezusie i trwania w Nim bez przerwy, ufając Mu bezgranicznie (Ew. Jana). Przy okazji, zachęcam do lektury tych niezwykle cennych i świetnie napisanych pozycji książkowych księdza Dr Krzysztofa Wonsa.

We wszystkich Ewangeliach, człowiek jest przedstawiony jako ktoś niezwykle kruchy i słaby, który wpatrując się w Jezusa i usiłując za nim podążać, często upada, odwraca się i idzie swoją drogą, by znowu powstać i być na nowo z Jezusem. Doświadcza zachwiania wiary, zagubienia, a nawet odejścia, aby w końcu do Niego przylgnąć i zaufać, aż do końca. Uczy się tego, aż do starości.

Ewangelia Jana jest moją ulubioną. Gdyby ktoś, kiedyś postawił mnie w niekomfortowej sytuacji i powiedział, że mogę mieć przy sobie tylko JEDNĄ księgę biblijną, wybrałbym właśnie Ewangelię Jana. Ona tak naprawdę, zawiera wszystko, co potrzebne jest do tego, aby wiedzieć, skąd pochodzę, do kogo należę, po co istnieję i kto jest moim Przewodnikiem, Pomocnikiem i Zbawicielem. Ta Ewangelia zasługuje na oddzielne opracowanie, gdyż jest wyjątkowa, pod wieloma względami . Być może kiedyś (jak Bóg da) poczynię taki wpis.

 

Przesłanie Dobrej Nowiny

Wróćmy teraz do kwestii najważniejszej, czyli samej istoty treści Ewangelii, jako całości.   Co konkretnie Jezus chce nam powiedzieć? Jak brzmi owa Dobra Nowina? Czy możną ją wprost zacytować krótkim zdaniem? Czy ma ona jakiś praktyczny związek z Twoim i moim życiem? Przede wszystkim trzeba podkreślić, że przesłanie Dobrej Nowiny, nie znajduje się w jednym, konkretnym miejscu Biblii. Mało tego, cztery Ewangelie, choć noszą taką nazwę, wcale nie są jedynymi księgami, które mają wyłączność na przekaz Dobrej Nowiny. W Starym Testamencie jest również bardzo wiele treści ewangelicznych. Na przykład w proroctwie Izajasza czytamy: „Lecz On zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a Jego ranami uleczeni jesteśmy” (Izajasz 53,5).

Tak naprawdę, Ewangelia jest treścią całej Biblii, choć najbogatszy jej ładunek znajdziemy w Nowym Testamencie. Listy Apostoła Pawła, Listy Apostoła Piotra, a także Jakuba, Judy, czy apostoła Jana, wręcz emanują Dobrą Nowiną. Ale spróbujmy ją nieco uściślić i sformatować na własny użytek.                                                                                                                               

Zacznijmy od tego, aby mieć świadomość, że istnieje tylko jedna prawdziwa Ewangelia, spisana przez Bożych ludzi. Natomiast jedynym Autorem Dobrej Nowiny jest sam Bóg, który objawił jej treść, przez swojego Syna.

 

„A oznajmiam wam, bracia, że Ewangelia, którą ja zwiastowałem, nie jest pochodzenia ludzkiego. Albowiem nie otrzymałem jej od człowieka, ani mnie jej nie nauczono, lecz otrzymałem ją przez objawienie Jezusa Chrystusa” (List Ap. Pawła do Galacjan 1,11-12).

 

Ale jak ona brzmi? Otwórzmy List Apostoła Pawła do Rzymian (Rz 1,16-17), gdzie przeczytamy takie słowa:

„Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy, najpierw Żyda potem Greka. Bo w niej objawia się sprawiedliwość Boża, która od wiary wychodzi i ku wierze prowadzi, jak napisano: a sprawiedliwy z wiary żyć będzie”.

 To bardzo ważkie słowa apostoła Pawła, które mogą się wydawać trudne do zrozumienia, ale po głębszym przyjrzeniu się im, możemy zmienić zdanie.                                              

Czytamy najpierw, że Ewangelia jest mocą Bożą. Co to oznacza? To, że Dobra Nowina, nie jest zwykłą informacją, czy prostym opisem, ale czymś nadprzyrodzonym. Bo moc Boża, to nie moc człowieka. Ona jest poza naszym zasięgiem.

„Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas” (2 Kor 4,7).

Dalej czytamy, że jest ona mocą Bożą ku zbawieniu … Inaczej mówiąc, ta moc Boża może nas zbawić, czyli uratować od śmierci. Nie sama treść, ale Moc jej działania.

Kogo może uratować? Każdego kto wierzy. Z innego mojego wpisu („Wierzący – (nie)Praktykujący”), wiemy już, że wierzący to inaczej ufający bezgranicznie Bogu, a nie tylko wierzący, że On istnieje.                                                                                 

I teraz dochodzimy do punktu centralnego – czytamy bowiem: Bo w niej objawia się sprawiedliwość Boża. I właśnie Ewangelia ma w niej swój początek.                                  Jedynie Bóg jest sprawiedliwy i święty. On jest sprawiedliwością. Nigdy nie łamie ustanowionych przez siebie praw. Nie „zamiata pod dywan” konsekwencji przestąpienia prawa, tak jak często robi to człowiek. W tym miejscu zacytuję słowa Boga, które przekazał przez Apostoła Pawła. Są one kluczowe, fundamentalne dla określenia czym jest Dobra Nowina:

                     „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23 cz.1)

 

Ta „informacja” nie wygląda na dobrą, a nawet jest chyba najgorszą i najbardziej pesymistyczną jaką kiedykolwiek moglibyśmy usłyszeć. Oznacza ona bowiem nic innego, jak to, że otrzymaliśmy wyrok śmierci. Każdy człowiek go otrzymał, ponieważ nie ma świecie, nie było i nie będzie, ani jednego bezgrzesznego, sprawiedliwego człowieka, ponieważ wszyscy zgrzeszyli, grzeszą i będą grzeszyć:

 „Wszyscy odstąpili, wespół się splugawili. Nie ma kto by dobrze czynił, nie ma ani jednego” (Psalm 14,3).

„Jak napisano: nie ma ani jednego sprawiedliwego” (Rz 3,10).

Czarna wizja. Nieprawdaż? Po prostu, nie zasłużyliśmy na życie wieczne. Dzień naszej śmierci, byłby równoznaczny z końcem naszego istnienia na zawsze. Takie jest Boże prawo i Jego sprawiedliwość. I żeby była pełna jasność, Bóg nie anulował tego prawa i nie zrezygnował ze swojej sprawiedliwości. Wymóg został spełniony. Na nasze szczęście, mamy dalszą część zdania, która jest kwintesencją Dobrej Nowiny:  

                                                              A OTO ONA :

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, LECZ DAREM ŁASKI BOŻEJ JEST ŻYWOT WIECZNY W CHRYSTUSIE JEZUSIE, PANU NASZYM”.  (Rz 6,23 cz.2)

Inaczej mówiąc, Bóg w swojej niepojętej, niewyobrażalnie wielkiej miłości do człowieka, postanowił go uratować.

Chciałbym to jeszcze raz bardzo mocno podkreślić – Chrystus zawisł na krzyżu zamiast Ciebie i mnie.

Jeśli dotąd żyłeś złudzeniem, że swoimi uczynkami, dobrocią, szczodrością, pieniędzmi, spowiedzią w konfesjonale, czy odpustami, możesz osiągnąć zadośćuczynienie, doskonałość i zbawienie, to muszę Cię zmartwić. Pismo Święte nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Na podstawie wcześniej wymienionych „dokonań”, nie będzie zbawiony żaden człowiek (Gal 2,16). Co nie oznacza, że dobrze czynić, nie ma potrzeby. Absolutnie NIE – „Albowiem czynić dobrze nie ustawajmy…” (Gal 6,9), jak pisze Apostoł Paweł, bo między innymi w tym objawia się miłość do bliźniego.

Proszę, przeczytaj uważnie te dwa teksty biblijne:

Dlatego z uczynków zakonu, nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek, gdyż (…) wszyscy są usprawiedliwieni (…) darmo, z łaski Jego, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie” (Rz 3,20.23 ; por. Gal 2,16)

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was; Boży to dar” (Ef 2,8).

Na nasze szczęście, mamy tak kochającego Boga, że nie jesteśmy w stanie nawet tego sobie wyobrazić. Kulminacja tej miłości, miała miejsce na Golgocie:

„Albowiem tak Bóg świat umiłował, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna, aby sądził świat, lecz aby świat był przez Niego zbawiony” (Jan 3,16)

Ewangelia Jana 3,16 – jest chyba najbardziej znanym tekstem Pisma Świętego. I słusznie, bo to najważniejsze przesłanie, jakie Bóg przekazał człowiekowi .

                                                 To Ewangelia o Bożej Łasce.  

Jezus przyszedł na świat, aby ukazać nam, jaki jest Bóg Ojciec. Pomimo ogromnej przepaści jaka istnieje między grzechem (śmiercią), a świętością (życiem), Bóg postanowił ją pokonać. Posłał swojego Syna, czyniąc Go mostem łączącym nas z wiecznością. Bez Jezusa, nie mielibyśmy żadnych szans. Taka była i jest nadal Boża oferta dla ludzkości.

A czym zajmują się teraz „Boże Dzieci”? Wystarczy włączyć internet albo telewizję.            W Polsce, już od dawna, z byle powodu ludzie skaczą sobie do gardeł, rozlewa się nienawiść, mnożą kłamstwa, obelgi, przemoc i wszyscy tego dokonują ponoć dla dobra bliźniego, w imię Chrystusa i chrześcijańskich wartości… Na świecie homo hominis… szykuje „niespodzianki”, ale nie takie jakich byśmy oczekiwali. Obmyślane i dokonywane są wojny, gwałty, ból i śmierć. Boży wróg – szatan – zasiewa w ludziach złe myśli, które gdy tylko trafią na podatny grunt, zakiełkują i rodzą zło. Narodziny zła, dokonują się w umysłach ludzi, którzy nie chcą poznać, a tym bardziej przyjąć Jezusa. Odrzucają Go. Konsekwencje tego widzimy dzisiaj na własne oczy. Wystarczy jeden człowiek, mający władzę, ale nie mający Boga w sercu, aby świat przez niego cierpiał. Serce nigdy nie pozostaje puste. Albo jest w nim Bóg, albo jego przeciwnik.

To wszystko przewidzieli już dawno biblijni prorocy, między innymi prorok Ozeasz pisze o tym, czego doświadczamy obecnie.

Oto parafraza – „Słuchajcie słowa Pana, bo On ma powód do skargi na mieszkańców Ziemi. Nie ma na niej, ani wierności, ani miłości, ani poznania Boga. Jest natomiast krzywoprzysięstwo, kłamstwo, zabójstwo, rabunek, morderstwa idą za morderstwami. Dlatego świat okrywa się żałobą i mdleją z lęku wszyscy jego mieszkańcy, wraz ze zwierzętami, ptactwem, nawet i ryby morskie giną. Ludzie, których stworzyłem giną, gdyż brak im poznania Boga. Już czas szukać Pana. Kto mądry, niech to zrozumie, kto rozumny, niech to pozna, gdyż drogi Pana są proste. Poza Mną, nie ma ratunku” (Oz 4,1-6 ; 14,9). To prosta recepta na szczęście. Wystarczy ją przyjąć.

Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan oczekuje od ciebie: tylko abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem (Proroctwo Micheasza 6,8).

Czy mamy lepszy pomysł i moc na rozwiązanie problemów ludzkości?

„Kto ma Syna, ma żywot wieczny, kto nie ma Syna, nie ma żywota” (1 List Jana 5,12)

„I nie ma w nikim innym zbawienia, albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które mogliby być zbawieni” (Dz.Ap 4,12).

Prawda, że to takie proste? Jakież to dziwne, że ludzie (także w katolickiej Polsce) żyją tak, jakby Boga nie było, albo jakby sądzili, że On nie czyta ich myśli i nie widzi ich czynów.

Powinniśmy teraz zadać sobie pytanie – co mam zrobić z tą „wiedzą”? Dobrą radę podaje autor Listu do Hebrajczyków:

„Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i  znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze” (Hbr 4,16).

Nie odrzucajmy Dobrej Nowiny i nie zaniedbujmy jej „(…) bo jakże ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie i drogocenne zbawienie” (Hbr 2,3)

Żyjmy tą Ewangelią na co dzień, przekazujmy ją bliskim, przyjaciołom i znajomym.

Ten temat jest tak ważny, pasjonujący i radosny, że aż trudno mi go zakończyć.                       Być może uważasz, że tyle już w swoim życiu nagrzeszyłeś, zrobiłeś mnóstwo złych rzeczy, dokonałeś wielu niewłaściwych wyborów, że nie jesteś godzien, aby zbliżyć się do Jezusa. Ale, jeżeli tak właśnie myślisz, to znaczy, że jesteś na dobrej drodze. Nie musisz pracować nad tym, aby uzyskać zbawienie. Żadne Twoje wysiłki, starania i chęć przestrzegania przykazań, nie zapewnią ci go. Jedynie Jezus i tylko On jest gwarantem zbawienia. Gdybyś poddał analizie swoje życie, prześwietlił je przez pryzmat każdego z dziesięciu przykazań i na koniec doszedłbyś do wniosku, że wiele Ci jeszcze brakuje (a z pewnością tak jest, w moim przypadku również) to przeczytaj te pełne optymizmu słowa, które kieruje do ciebie Bóg:

„Albowiem końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy kto wierzy” (Rzym 10,4)

Co to oznacza w praktyce? To oznacza, że choćby Twoje grzechy były czarne jak węgiel, a zakon udowodniłby Tobie, że jesteś winny i nie zasługujesz na życie wieczne, to jest dla Ciebie Dobra, a nawet bardzo Dobra Nowina:

Jeżeli przylgniesz do Jezusa, On zamieszka w Twoim sercu. Będzie przebywał w najgłębszych zakamarkach twojej istoty. Będziesz miał z Nim bezpośrednią łączność. To da Tobie pokój i błogosławieństwo. Nawet jeśli zdarzą ci się potknięcia (a na pewno tak będzie), to darem Łaski Bożej będziesz usprawiedliwiony. I to nie są moje wymysły i mój punkt widzenia. To jest prawda Biblijna.

„Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele, jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal 2,20)  

    „Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych którzy są w Chrystusie” (Rz 8,1)

            Musisz przyznać Drogi Czytelniku, że taka Nowina jest chyba najlepszą jaką kiedykolwiek mogłeś usłyszeć w swoim życiu. POWODZENIA. Z Bogiem.